vWorld.pl

inne spojrzenie na normatywny świat

21 10/09

O kobiecie, która z patriarchatem przystawała


Kliniki chirurgii plastycznej to dość specyficzne miejsca, z równie specyficzną klientelą i personelem. „Transseksmisja” Tatiany Szkapienko przedstawia oczami pani manager kaliningradzką „Brazylię” właśnie w taki sposób. Opis na czwartej stronie okładki pozwala sobie na następujące słowa: „To miejsce, gdzie w atmosferze erotyczno-filozoficznej dojrzewa niejedna, bardzo europejska love story, której bohaterowie na własnej skórze mogą poznać różnice pomiędzy G, a G-8”.

Czy rzeczywiście „erotyczno-filozoficznej”? Nazwałbym to raczej tandetną próbą filozofowania z pornograficznym ujęciem. Pornograficznym, zaznaczę, z nieciekawego, w zasadzie przeżytego już spojrzenia. Narratorka „Transseksmisji” wszelkie swoje refleksje koncentruje wokół wulgarnej męskości, jedynego atrybutu tworzącego według niej obraz mężczyzny (miałem ochotę użyć tu słowa „samiec”) – penisa. Uwarunkowaniu tego spojrzenia sprzyjają być może klienci i klientki ośrodka. Jak twierdzi sama opowiadająca – do „Brazylii” ściągają przede wszystkim polscy mężczyźni niezadowoleni z rozmiarów swoich członków i greckie transkobiety, ewidentnie uzależnione od skalpela.

Wspomniany fallogocentryzm przybiera w książce śmieszną, niekiedy nawet przerażającą postać. W zasadzie każde zjawisko społeczne w jakiś sposób odnosi się do „najważniejszego artefaktu europejskiej kultury” (pozwolę sobie sarknąć). Spotkamy tu zatem „ważny nawyk połykania”, „bezfacecie” i wiele wzmianek odnośnie „ubywania penisów” w postaci niewybrednych, mało wyrafinowanych żartów na temat transseksualistek, które nie tylko „stanowczo przedkładają waginę nad penisa”, lecz także śmią to robić nawet, kiedy zagrożone jest prawidłowe funkcjonowanie ich narządów, co niekiedy kończy się brakiem czucia w miejscach intymnych. Jak sama narratorka spostrzega: „To po cholerę (…) te wszystkie transformacje płciowe, jeśli traci się przez nie orgazm – jedyną bezpłatną rozkosz, która zawsze jest pod ręką?”, a człowiekowi świadomemu seksualnie (i płciowo) pozostaje jedynie załamać się z powodu tej pseudofilozofii wartości.

Praca w „Brazylii” jest dla managerki (z czystej złośliwości pozwalam sobie na termin, który narratorka uznałaby za skrajnie feministyczny) swego rodzaju pretekstem do niezbyt głębokich przemyśleń, zwłaszcza tych odnoszących się do narodowości i współpracy międzypaństwowej. Naturalnie większość z nich nie schodzi z tematyki „członkowej”. Znajdziemy tu zatem uwagi odnośnie potrzeby „doerekcjonowania” języka polskiego, problemów identyfikacji wyrażonych w polskich nazwach męskich organów płciowych i inne, równie przeseksualnione dywagacje. I wszystko to może i mogłoby być zabawne, ale tylko jeśli przyjęłoby postać półstronicowego artykułu w tygodniku „Nie”.

Temat chirurgii plastycznej przedstawiono kpiąco i zupełnie chłodno, co w obliczu sporej ilości wtrąceń niby-filozoficznych dziwi. Tym bardziej, że w ciągu ostatnich kilku lat drastycznie wzrosła liczba osób uzależnionych od tego typu zabiegów. Wspomniany brak przyjąłem ze szczerym zdziwieniem. Płeć i seks pod skalpelem tak, ale sam skalpel już nie?

Całościowe, stereotypowo męskie myślenie narratorki przeraża (przynajmniej mnie). Głównie dlatego, że nie ma na celu prezentacji żadnej feministycznej nowej jakości, ale wprost tandetnie powtarza schematy z płytkim odwróceniem podmiotu. Szczerze powiedziawszy, byłem przekonany, że tego typu narracje znikły w Polsce wraz z końcem lat dziewięćdziesiątych. Najwyraźniej się myliłem. A szkoda.

  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • RSS
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • Twitter
  • Wahacz.pl
  • Wykop


3 komentarzy to “O kobiecie, która z patriarchatem przystawała”

  1. Autor Hans dnia paź 22, 2009 | Odpowiedz

    Wieje tanią “powieścią” amerykańską, banalne jest myślenie bohaterki rzekomo wyzwolonej. Tytuł zapowiadał smakowitą lekturę, jednak po Twojej recenzji pozostaje mi westchnąć ze zniesmaczeniem: FUU!

  2. Autor Voca dnia gru 5, 2009 | Odpowiedz

    A więc to dlatego nie udało mi się przebrnąć przez tę “lekturę”, dzięki. Reklamowana jako zabawna książka, a tymczasem tragiczna (także w skutkach użycia). Brr, nigdy więcej.

  3. Autor Emu dnia gru 7, 2009 | Odpowiedz

    Chciałam dodać, że niemal przeraża mnie – przynajmniej na tyle, że wielokrotnie analizowałam to zagadnienie w swoim pamiętniku – zawężenie pojęcia “kobiety wyzwolonej”. Używa się go praktycznie wyłącznie w znaczeniu swobody erotycznej. Może zresztą tu nie ma żadnego “zawężenia”, tylko po prostu wcześniej o kobietach wyzwolonych nie było mowy, bo wiadomo było, że jeśli jakiś człowiek może być wolny, to na pewno nie kobieta… no a potem uznano, że kobieta to istota, która nie pojmie, co to wyzwolenie polityczne lub duchowe, więc zostaje tylko seksualne… W każdym razie to straszne, okropna manipulacja. Założenie, że kobieta niespełniająca tych kryteriów – może nawet, o zgrozo, wyzwolona OD seksu – jest spętana kompleksami i konwencjami społecznymi, że istnieje jeden jedyny słuszny model… No dobra, i tak dalej, można się domyślić; poniekąd analogiczne zawężenie znaczenia można zaobserwować w przypadku “kobiety nowoczesnej”.

Wyslij komentarz