vWorld.pl

inne spojrzenie na normatywny świat

13 03/10

Politycznie niepoprawny kolonializm


Dzisiaj, tj. 12 marca 2010 roku w siedzibie Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej odbyła się konferencja podsumowująca serię pięciu spotkań na temat przeciwdziałania dyskryminacji (ze względu na różne podstawy: wiek, niepełnosprawność,  rasę, pochodzenie etniczne i narodowe, religię i wyznanie, płeć oraz orientację seksualną) oraz promowania różnorodności w Polsce. Na spotkaniu zjawiłem się, ponieważ miesiąc wcześniej uczestniczyłem w spotkaniu dotyczącym dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, na którym to spotkaniu zresztą zaproponowałem wprowadzenie tożsamości płciowej jako kolejnej przesłanki dyskryminacyjnej ­– niemieszczącej się (z racji swojej objętości) w kategorii płci i (tu już z racji merytorycznych) orientacji seksualnej. W tym wniosku poparł mnie Krzysiek Śmiszek z Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, podając przykłady państw, które miały już okazję wprowadzić tego typu poprawki w swoim prawodawstwie, wśród nich wymienił m.in. Szwecję.

Przebieg konferencji można prześledzić dzięki serwisom polityczni.pl oraz gaylife.pl (tam, niestety, z nieobiektywnym komentarzem). A naprawdę warto, zwłaszcza gdy chce się prześledzić widoczną w środowisku LGBTQ różnorodność, łącznie z tendencjami do usuwania z dyskursu literek innych niż dwie początkowe. Jeśli o tę propozycję chodzi – popieram separatystyczne działania litery T, łączyć problemy możemy wtedy, gdy mówimy o nieheteroseksualnych osobach trans. Wspomnieć jeszcze wypada, że o ich potrzebach wciąż niewiele się mówi, choć próbujemy. Za taką próbę można uznać dzisiejszą sugestię skierowaną do Janka Świerszcza, aby zastanowił się, czy jednak nie lepiej mówić o nieheteronormatywnych, a nie nieheteroseksualnych. Oczywiście, rację trzeba przyznać, że te terminy wymagałyby odpowiedniego wprowadzenia teoretycznego, ja jednak – jako zwolennik przymusowego doedukowywania narodu – nie chciałbym zwalniać uczestników tak ważnego spotkania z potrzeby myślenia. Przyznać jednak Świerszczowi trzeba, że wypowiadał się rzeczowo, choć skupił się na problemach osób homoseksualnych, czyli na tym, na czym Kampania Przeciw Homofobii zna się najlepiej. Innymi słowy – występ dobry, aczkolwiek trochę tej transowości w nim brakowało, może – to takie moje niewielkie, prywatne życzenie – doczekamy się kiedyś ujęcia tego tematu w szersze ramy (pod warunkiem, że nie będą nam przyświecały ideały statystyczne…).

Słuszne i przemyślane propozycje padły także podczas pierwszego spotkania z ust dra Jacka Kochanowskiego, który położył nacisk przede wszystkim na edukację w zasadzie na wszystkich możliwych poziomach. Na myśli miał tu chociażby urzeczywistnienie idei wychowania do życia (w rodzinie), przedmiot mający na celu przede wszystkim uzmysłowić dorastającym ludziom nienormatywność całego świata i informować o złożoności ludzkiej natury w sposób zdecydowanie pozbawiony kompleksów i nastawiony na rzetelną wiedzę, a nie zbiór przesądów i mitów niewiadomego pochodzenia. Podobne postulaty powtórzyli dzisiaj wszyscy paneliści, jednak najciekawsze i najbardziej kontrowersyjne zarazem okazało się wystąpienie pana Mamadou Dioufa reprezentującego Fundację „Afryka Inaczej”.

Tytuł wypowiedzi (rozłożonej zresztą na dwóch panelistów) brzmiał: „O potrzebach związanych z edukacją antydyskryminacyjną i wielokulturową: przegląd treści programowych, podręczników, tworzenie programów dla szkół, konieczność wypracowania standardów kształcenia nauczycieli w zakresie pracy w środowisku zróżnicowanym. Czyli, m.in. dlaczego wiersz J. Tuwima „Murzynek Bambo” nie powinien znajdować się w elementarzu”. Jak łatwo się domyślić to właśnie nieszczęsny poeta (tytułowany Janem przez moderatorkę dyskusji) i stosunek do jego utworu wzbudził najwięcej emocji, których sam – wiedziony polonistycznym przeczuciem – się spodziewałem, jednak żenująco niski poziom argumentów przeciw propozycjom pana Dioufa bardzo mnie zaskoczył. Tym bardziej, że sam zainteresowany podkreślał, że nie uważa wiersza Tuwima za dyskryminujący (bardzo wyraźnie zaznaczył, w jakiej epoce utwór powstał i jakich treści wtedy na pewno ze sobą nie niósł), a jednak dostrzega w nim fragmenty, które – z racji przyswajania go przez małe dzieci – bez odpowiedniego aparatu krytycznego mogą mieć przyczynek do nadmiernej stereotypizacji osób pochodzenia afrykańskiego. Nic dziwnego zresztą, że pojawiła się propozycja usunięcia utworu z kanonu lektur dla szkół podstawowych – taka prowizoryczność, biorąc pod uwagę dzisiejszy stan polskiego szkolnictwa i znikomość działań antydyskryminacyjnych, jest wskazana.

Jeszcze przed rozpoczęciem swojego wystąpienia, pan Mamadou przyznał, że nie przepada za referowanym problemem, ponieważ zwykle budzi on bardzo mieszane uczucia wśród jakichkolwiek dyskutantów. Tak było i tym razem, choć – wydawałoby się – osoby uczestniczące w dyskusji powinny być o wiele bardziej wyczulone na problem wykluczenia. Tymczasem okazało się, że od kilku już lat obecny na Uniwersytecie postkolonializm pod „strzechy” jeszcze nie trafił, a większa część osób przekraczająca magiczny próg lat czterdziestu nie tylko o zmianie perspektywy nie słyszała, lecz także odczuwa próbę zasugerowania zmiany kanonu lektur niemal jak atak na polskość samą w sobie. Nawet prośby o zachowanie dystansu nie mogły sprawy załagodzić.

I oto pan Mamadou – od 27 lat mieszkający w Polsce i, jak sam stwierdził, zakochany w tym kraju po uszy – mógł usłyszeć (w dodatku od osoby zajmującej się zwalczaniem dyskryminacji osób niepełnosprawnych na jednej z większych warszawskich uczelni), że traktuje wiersz fragmentami, wyciąga strofy z kontekstu i – co mnie, przyznam, zabolało – „prawdopodobnie nie zna języka, skoro nie rozumie, co znaczy słowo koleżka”. W całej wymianie zdań, która, na szczęście, niedługo pozostała w formie nagonki wszyscy uczestnicy zapomnieli o podstawowej prawdzie działalności na rzecz walki z dyskryminacją. Gdy spotykamy człowieka, który jest w stanie konkretnie wymienić, co uważa za krzywdzące (nieważne, czy są to dzieła jakiejkolwiek sztuki, wytwory kultury, stereotypy, czy inne właściwości), powinniśmy go cierpliwie wysłuchać i próbować zrozumieć. A gdy zapyta: „Czy możecie pomóc?”, nie wolno nam takiej osobie powiedzieć: „Nie możemy, bo taka jest nasza kultura”. Otóż, kultura jest taką, jaką sami ją wytworzymy, zmieniać – jeśli istnieje realna potrzeba –należy zawsze. Tym bardziej, że nikt nie prosi o palenie utworów o treściach dziś uważanych za rasistowskie, bądź konotujących z kodem (językiem, obrazami i innymi treściami) grup rasistowskich.

Chodzi o to, żeby zacząć słuchać i przestać wmawiać osobom dyskryminowanym, że wymyślają sobie problemy. Właśnie dlatego mamy w Polsce tak niską wykrywalność przestępstw wobec osób LGBTQ i innych grup mniejszościowych – ponieważ to, co dziś mogliśmy częściowo usłyszeć na spotkaniu w Ministerstwie, grupy mniejszościowe słyszą na posterunkach policji, od pracowników wszelkiego rodzaju urzędów (chociażby wtedy, gdy wizerunek na dowodzie osobistym nie zgadza się z faktycznym wizerunkiem) i lekarzy, gdy próbują dowiedzieć się czegokolwiek o stanie zdrowia najbliższej, a w świetle prawa zupełnie obcej, osoby.

Smutny wniosek nasunął mi się po spotkaniu. Po co nam właściwie organizacje pozarządowe i jakiekolwiek urzędy ds. równego traktowania, skoro bariery stawiamy sobie już na wstępie? Przecież to nie Tuwim sam w sobie jest tu problemem, tylko wciąż tkwiący w kolonializmie biały człowiek, który nadal nie potrafi spojrzeć na świat z innej perspektywy.

  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • BLIP - Bardzo Lubię Informować Przyjaciół
  • Co-Robie.pl | Co teraz robisz?
  • grono.net - internetowa społeczność przyjaciół
  • Dodaj link - Linkr.pl - tylko ciekawe linki
  • Polec.pl - Pozytywnie Odjazdowo Lajtowo Elokwentny Content
  • RSS
  • Spis.pl - najciekawsze w sieci
  • Twitter
  • Wahacz.pl
  • Wykop


1 komentarz to “Politycznie niepoprawny kolonializm”

  1. Autor Hans dnia mar 13, 2010 | Odpowiedz

    Konkwistador teraz nie jest tylko białoskórym człowiekiem, lecz tabula rasa: pusty, niezapisany, o poglądach narzuconych przez ogół. Ewentualnie ograniczony?
    Problem nie tkwi w wierszu dla dzieci.

Wyslij komentarz