Betonowe spotkania
Siedzieliśmy nad Wisłą. On w rozpiętej kurtce, ja podobnie, z rękami głęboko w kieszeniach. Papieros przylegał do dolnej wargi. Poprawiłem go językiem. M. spojrzał krótko i cicho gwizdnął z zachwytem.
Siedzieliśmy nad Wisłą. On w rozpiętej kurtce, ja podobnie, z rękami głęboko w kieszeniach. Papieros przylegał do dolnej wargi. Poprawiłem go językiem. M. spojrzał krótko i cicho gwizdnął z zachwytem.
Obudził go chłód. Wnikał do każdej komórki ciała. Przerażająco lodowaty. Podmuch wiatru uderzył z całej siły w twarz. Wnętrzności zatrzęsły się w rytm dreszczy. Zerwał się na równe nogi.
Nie wysypiam się. Myśli rozsadzają mi czaszkę. Chwytam skronie paznokciami i próbuję zdrapać skórę. Zetrę kość na proch, żeby móc się uwolnić.
Skąd twórca czerpie siłę, która zmusza do wyrażenia siebie poprzez sztukę? Czy czynnikiem popychającym do tego rodzaju realizacji jest świadoma, w pełni rozwinięta myśl, gwałtowne uczucie, a może procesu tworzenia nie da się ująć w kategorii pojęciowej?
Chwyciłem się Kundery. Czarna okładka przybrała postać ostatniej deski ratunku. Brzytwy nawet – dopowiedziałem, kiedy ostra krawędź jednej z kartek zacięła mnie w palec.
Ze Stefanem Żeromskim nigdy nie potrafiliśmy się porozumieć. Mi nie podobały się jego książki, a on dodatkowo próbował zaciekawić mnie bogatym życiem seksualnym swoich bohaterów.
Lotnisko powoli znikało z pola widzenia. Olbrzymi terminal z każdą sekundą stawał się coraz mniejszy. Zawiadujących ruchem pracowników nie było już widać, tylko niewielkie samochody świadczyły o wzmożonym ruchu.